czwartek, 22 sierpnia 2013

Jacques Lacan

Jacques Lacan, 1901-1981, Francuz, psychiatra. Tyle wystarczy w zupełności.

Pożądanie Innego. Tymi słowami Lacan mnie kiedyś oczarował. Jakie to piękne i pełne sensów, całkiem inaczej, niż kloaczne libido Freuda, który swoją rację miał i ma do dzisiaj, ale to jakieś takie teoretyczne porno, wszędzie fallusy i kopulujący z matkami synowie, córki zakochane w ojcach.

Rzecz jasna, przesadzam, i robię to świadomie - kiedyś do Freuda na pewno tutaj powrócę.

Ale nie dziś. Dziś rozpoczynam przygodę z Lacanem i wywłaszczonym podmiotem.
Podmiotem jesteśmy my sami, każdy z osobna. Żaden to jednak Kartezjański ideał, przejrzysty wobec samego siebie i gwiazd, i nieba nad sobą.
Podmiot u Lacana nigdy nie jest u siebie Panem, zawsze, do końca życia będzie próbował się określić, ale to istna syzyfowa praca - bowiem kiedy tylko pierwszy raz otworzył usta, zaplątał się bezpowrotnie w sieć wariacji symbolicznych, które rozrywają jego wizerunek, a który tak usilnie próbuje budować. Samorozumienie jest niemożliwe.

Żeby było bardziej obrazowo: za porządek symboliczny przyjmijmy sobie lwa - symbol władzy i siły. Porządek wyobrażony, to nasz własny autoportret, kreślony naszą ręką. I kiedy mozolnie rysujemy się kreska po kresce, w ten porządek wskakuje lew i robi kompletny bałagan. Pozbawia nas złudzeń, a co gorsza, autonomii. Nic nie będzie dla siebie i my dla siebie nie będziemy, rozczłonkowani przez język. Jaki to okrutny paradoks - słowo często jest dla nas jedyną drogą do poszukiwania siebie i samookreślenia, a tak naprawdę jest to struktura niewoli. To nie my mówimy językiem, ale on mówi nami.
A więc: lacanowskie  wydziedziczenie podmiotu w języku to Nieświadome.
Nieświadomość więc ustrukturyzowana jest jak język. Jak dla Freuda Kultura stała się źródłem cierpień, tak u Lacana źródłem cierpień  jest brak - brak możliwości wypowiedzenia tego, co mi się wydaje - nawet tego najbardziej intymnego doświadczenia jesteśmy pozbawieni.

Każdy kojarzy taką sytuację: chcemy powiedzieć coś ważnego, coś, co nas dotyka bezpośrednio, boli, martwi, bądź po prostu sprawia przykrość. I serce mamy pełne, nawet z rąk się nam przelewa, a usta są suche i puste i jałowe te słowa wychodzą. Brak - to on nas określa.

Nie bez kozery Nietzsche uważał, że niewinnością są dzieci. Tylko w etapie "przedmówienia", jesteśmy w stanie obracać się swobodnie i funkcjonować w ramach idealnego własnego odbicia, które dzieci w cudownie nieskomplikowany sposób tworzą.
Do około 6 miesiąca życia dziecko widzi się w sposób rozczłonkowany: osobno nos, głowa, ręce. Czyli le corps morcele. Potem wchodzi w stadium zwierciadła, gdzie dziecko się scala, a równocześnie alienuje - dostrzega siebie jako innego. Przekracza zaś to stadium, gdy zaczyna mówić - zostaje wciągniete w le Symbolique - wprost z bezpiecznego l'Imaginaire.

Jeszcze tylko napomknę o pożądaniu Innego:
Podmiot szuka uznania Innego (pożądam, aby Inny mnie pożądał) ale dąży też do posiadania Innego (pożądam Innego).
Jak można się domyśleć - Inny to symboliczne miejsce, które podmiot zajmuje, gdy odczuwa brak.
Gdybym nie odczuwała braku, nie miałabym czego pożądać.
Dlatego, powtarzam za Lacanem:

Inny jest brakiem we mnie.